Ceny w teatrach w Warszawie są z sufitu? Poza stolicą za spektakl płaci się nawet 4-krotnie mniej

Teatr Stary w Krakowie, taki baner zawisł podczas ubiegłorocznej premiery "Wesela" Jana Klaty. Dziś bilety na ten spektakl drożeją o ponad 1/4.
Teatr Stary w Krakowie, taki baner zawisł podczas ubiegłorocznej premiery "Wesela" Jana Klaty. Dziś bilety na ten spektakl drożeją o ponad 1/4. Fot. Jakub Porzycki / Agencja Gazeta
Od kwietnia Teatr Stary w Krakowie wprowadza podwyżkę cen. Drastyczną – bilety na spektakle podrożeją o ponad 1/4. W dawnej stolicy podniesiono larum, że odtąd kultura dostępna będzie już tylko dla zamożnych. Bywalcy teatrów w obecnej stolicy zaś mogą jedynie przecierać ze zdziwienia oczy – bo bilety w Krakowie podrożeją z 55 do 70 zł. I to mają być wysokie ceny? Wielu warszawiaków powie, że przecież w stolicy wręcz nie sposób znaleźć przedstawienia tańszego niż 100 zł.

TEZA
Gdy w lutym kupowałem bilet na "Opowieści o zwyczajnym szaleństwie" w Teatrze Dramatycznym w Białymstoku, pani w kasie zapytała mnie: "karnawałowy?". Nie bardzo wiedziałem o co chodzi – okazało się, że trwa akurat promocja i normalny bilet kosztuje nie 50 zł, lecz 30 zł. Już ta zwykła cena, przed promocją, wydawała mi się wyjątkowo przystępna. Po zniżce - przyznać trzeba, że wejście do teatru było tańsze niż niejeden bilet do kina. Jak to jest, że w Białymstoku da się zorganizować przedstawienie za tak przystępną sumę, a w Warszawie ceny biletów do teatru zazwyczaj przekraczają 100 zł? Ba, to nie tylko w Białymstoku – jak widać nawet w szacownym Teatrze Starym w Krakowie, gdzie na deskach występuje plejada gwiazd, można było do tej pory kupić bilet za pół stówki. Czy w Warszawie jest to niemożliwe i dlatego teatrach stolicy są zwyczajnie z kosmosu?
A Ty jak myślisz?
czy
Absolutny rekord parę lat temu pobił dawny stołeczny Teatr Rozmaitości. Bilet na spektakl "Krum" w reżyserii Krzysztofa Warlikowskiego kosztował 220 zł. Fakt, przedstawienie zbierało entuzjastyczne recenzje. Na scenie gwiazdorska obsada: Jacek Poniedziałek, Redbad Klijnstra, Maja Ostaszewska czy Danuta Stenka na zmianę z Magdaleną Cielecką). Do tego liczne występy na najważniejszych światowych festiwalach w Avignon czy Nowym Jorku. "W 'Krumie' (…) jest wszystko, czego szukamy dzisiaj w teatrze. Mądry tekst sztuki izraelskiego dramaturga Hanocha Lewina, reżyser świadomy, o czym i za pomocą jakich środków chce rozmawiać z widownią oraz świetni aktorzy" – pisała w recenzji w tygodniku "Polityka" Aneta Kyzioł.

To nie z chęci zysku
I świetnie, ale czy to uzasadnia aż tak wysoką cenę – 220 zł za bilet normalny i 160 zł za ulgowy? "Stanęliśmy przed dylematem: albo gramy za taką cenę, albo wcale. Widzowie pytali nas, kiedy będą mogli zobaczyć "Kruma", więc zdecydowaliśmy się na ten krok. Nie robimy tego z chęci zysku" – zapewniał w "Gazecie Stołecznej" w 2011 r., gdy spektakl po przerwie wracał na teatralne deski z nową ceną, zastępca dyrektora naczelnego TR Warszawa Tomasz Janowski. W artykule podkreślono, że "wcześniej bilety na ten tytuł można było dostać po niższej cenie, jak na większość dużych, drogich przedstawień w Warszawie - do 100 zł".

Sprawdzamy ceny w różnych teatrach w Warszawie. I faktycznie, te najpopularniejsze spektakle, na które bilety rozchodzą się na pniu, są naprawdę drogie. W Teatrze Kwadrat bilety w pierwszych rzędach za "Szalone nożyczki", "Berek czyli upiór w moherze", "Ślub doskonały", czy "Godzinkę spokoju" kosztują 110 - 120 zł, w nieco dalszych 95-100 zł. Do rzędu VII nie ma nawet biletów ulgowych, zniżki zaczynają się dopiero od rzędu IX. W najdalszych rzędach bilety normalne kosztują 65-70 zł, ulgowe 50 zł. W stołecznym Teatrze Komedia "Komedię o napadzie na bank" lub "Skazanych na miłość" można zobaczyć za cenę od 70 do 115 zł w zależności od rzędu.


W Teatrze Ateneum bilet na "Kolację dla głupca" z niesamowitymi rolami m.in. Krzysztofa Tyńca i Piotra Fronczewskiego kosztuje 110 zł. I nie ma się co dziwić – spektakl grany jest już od 17 lat i wciąż cieszy się niesłabnącą popularnością. To repertuarowy hit! Wie to każdy, kto próbował kupić bilet na to przedstawienie. Już teraz, w połowie marca, niemal niewykonalne jest zdobycie biletu na spektakl zaplanowany za dwa miesiące – pozostało tylko jedno miejsce w z boku w VII rzędzie.
– "Kolacja dla głupca" to faktycznie spektakl absolutnie wyjątkowy. Można wręcz powiedzieć, że teatr w sumie z niego w jakiś sposób żyje – wyjaśnia w rozmowie z naTemat Artur Janusiak, zastępca dyrektora ds. administracyjno-technicznych w Teatrze Ateneum, gdy pytam go o to, dlaczego bilet na to przedstawienie musi kosztować powyżej 100 zł.

Skąd się bierze taka cena
– Tak już jest, że jedne przedstawienia są bardziej dochodowe, inne mniej; są takie, do których musimy dołożyć, i takie, które pozwalają nam zarobić na bieżącą działalność – wyjaśnia i zwraca przy tym uwagę, że cena "Kolacji dla głupca" to pewien wyjątek od reguły. Średnia cena biletów w Ateneum to ok. 60 zł.
Artur Janusiak
Zastępcy Dyrektora ds. administracyjno-technicznych

Prowadzimy taką politykę, aby nasz teatr był jak najbardziej dostępny. Bilety na balkonie kosztują 50 zł, wejściówki 25-30 zł. I wiele osób z tych wejściówek korzysta – kupują i czekają do ostatniej chwili. Czasem muszą oglądać spektakl na dostawkach, ale raczej zazwyczaj nawet za tę niską cenę udaje im znaleźć miejsce.

Nie zawsze wszystkie bilety udaje się sprzedać, ale nie martwi nas to – nie chcemy być teatrem komercyjnym, nie taka jest nasza idea. Na przykład jeśli przychodzą do nas szkoły, to bilety grupowe sprzedajemy po 30 zł, żeby młodzież miała dostęp do kultury.

Co decyduje o ostatecznej cenie? Choćby liczba miejsc na widowni. Teatr Ateneum na scenie głównej ma ich niewiele w porównaniu z wieloma innymi warszawskimi scenami – tylko 298 (wspomniany Kwadrat - blisko 400 miejsc, zaś Komedia - ok. 500). Jak podkreśla dyrektor Janusiak, cena biletów na każdy spektakl ustalana jest odrębnie. – W tej kalkulacji oczywiście bierzemy pod uwagę choćby liczbę aktorów występujących w przedstawieniu, koszty obsługi widowni czy kwestię tantiem – wyjaśnia.

Prawa autorskie to zawsze spora część kosztów każdego spektaklu – czasem jest to 12 proc., czasem 15 proc. wpływów z biletów. Przy czym Teatr Ateneum im. Stefana Jaracza może liczyć na finansowe wsparcie – jest bowiem Instytucją Kultury m. st. Warszawy. Co innego z teatrami nie dotowanymi przez miasto czy województwo, których w stolicy jest całkiem sporo – choćby Teatr 6. Piętro Michała Żebrowskiego, Kamienica Emiliana Kamińskiego, IMKA Tomasza Karolaka czy Polonia i Och-Teatr Krystyny Jandy, która przetarła ten szlak. I jasne jest, że w tych teatrach ceny i repertuar muszą być inaczej kalkulowane, bo o dotacjach (podmiotowych, czyli na działalność teatrów) mowy nie ma. A koszty wyprodukowania przedstawienia są podobne. Ot, choćby wspomniane prawa autorskie.

Prawa autorskie
– Zdarza się, że przedstawienie ma mnóstwo zobowiązań licencyjnych: prawa autora sztuki, tantiemy dla tłumacza, za muzykę, za choreografię, jakieś materiały archiwalne. Wtedy bywa, że wszystkie te tantiemy sięgają niemal 20 proc. wpływów z biletów. Poniżej 12 proc. raczej ten koszt nie schodzi – przyznaje w rozmowie z naTemat Katarzyna Błachiewicz-Koryga, dyrektor Teatru Polonia i Och-Teatru.
Takich kosztów stałych jest oczywiście więcej. W Fundacji Krystyny Jandy już jakiś czas temu policzono, ile kosztuje utrzymanie samych budynków teatralnych wraz z pracownikami. Generalnie – jaki koszt trzeba ponieść nawet wtedy, gdy nie odbywa się żaden spektakl. – Zebraliśmy roczne koszty, podzieliliśmy przez 365 dni i wiemy, że jeśli teatr tylko stoi i w nim nie gramy, to nas to kosztuje w Polonii 6 tys. zł dziennie, a w Och-Teatrze 9 tys. dziennie. Więc kiedy gramy spektakl i gdy po zapłaceniu gaż aktorom, obsłudze technicznej oraz uiszczeniu tantiem zostaje nam w Ochu 9 tys., to znaczy, że wyszliśmy na zero – mówi Katarzyna Błachiewicz - Koryga.

To nieprawda, że się nie da
Tłumaczy, że czynników kształtujących ceny jest parę: jedne są bardziej artystyczne, drugie bardziej przyziemne. – Gdy kalkuluję ostateczną cenę biletu na dany spektakl, zawsze zaczynam od tych artystycznych – zapewnia.
Katarzyna Błachiewicz-Koryga
Dyrektor Teatru Polonia i Och-Teatru

Pytanie pierwsze to to, co gramy: czy mamy do czynienia z farsą, która cieszyła się niesamowitym powodzeniem na Broadwayu, czy też gramy np. Fredrę. W tym drugim przypadku zakładamy, że na spektakl przyjdą ludzie, którzy są zainteresowani teatrem, klasyką, ale prawdopodobnie jest to w jakiejś mierze inna publiczność niż widzowie Maydaya. No i mniej liczna. Wtedy zastanawiamy się, na jakiej scenie to zrobimy - czy w Polonii, czy w Ochu, na większej, czy na mniejszej.

Czasem po uwzględnieniu różnych kosztów wychodzi nam, że bilet powinien kosztować więcej, ale my i tak pozostawiamy niższą cenę, bo dochodzimy do wniosku, że ta wyższa zniechęciłaby pewną część publiczności zainteresowaną trudniejszym repertuarem. Obniżamy tę cenę świadomie, licząc na to, że dzięki temu więcej osób przyjdzie do teatru.

Oczywiście, że wielu widzów przychodzi do teatru po to, aby się po prostu odprężyć – stąd takie powodzenie wszelkich fars. I nie ma się co dziwić, że i w teatrze działają mechanizmy rynkowe popytu i podaży. Ale to nie jest tak, że nawet w tych prywatnych teatrach są wyłącznie komedie. – Jesteśmy jednym z nielicznych niedotowanych podmiotowo teatrów, które mogą sobie pozwolić na to, aby od czasu do czasu zrobić spektakl, który z założenia będzie niekomercyjny. Kilka takich tytułów mamy w repertuarze. Ale to jest możliwe tylko dzięki temu, że jakiś inny spektakl zarobi na ten mniej dochodowy – wyjaśnia Błachiewicz - Koryga.

Wyciąga przy tym cennikowe tabele i udowadnia, że to nieprawda, iż w Warszawie zdobycie biletu na spektakl za cenę poniżej 100 zł jest niemal niewykonalne. – Mamy na przykład taką kategorię cenową, w której najdroższy bilet w I strefie kosztuje 90 zł, w II - 75, a w III - 45. W Polonii mamy 13 tytułów w tej kategorii, a w Och-Teatrze jest ich 5 – obala mit drogich biletów dyrektor Błachiewicz - Koryga.

Bunt w Krakowie
A poza stolicą? Nie da się ukryć, że ceny przedstawień zazwyczaj są niższe. Bywa, że nawet 4-krotnie, ale to oczywiście zależy nie tylko od miasta i renomy teatru, ale też od rodzaju sztuki, obsady i licznych innych czynników. Faktem jest, że do niedawna na niezwykle renomowanej narodowej scenie w Krakowie, w Teatrze Starym, udawało się utrzymywać ceny takie, że dostęp do kultury był w miarę szeroki. Takie było założenie byłego już dyrektora placówki, znienawidzonego przez prawicę Jana Klaty. Za jego kadencji bilety na spektakle kosztowały maksymalnie 55 zł. W ubiegłym roku skończyła się kadencja Klaty, nowy dyrektor zaczął wprowadzać nowe rządy i – od kwietnia ceny rosną. Bilet normalny na wiele spektakli będzie kosztował 70 zł. W porównaniu z wieloma cenami przedstawień w Warszawie – niewiele, ale w Krakowie podniosło się larum.

8 marca o godzinie 11.00 rozpoczynamy sprzedaż biletów na kwiecień 2018. Serdecznie zapraszamy do zakupu biletów online...

Opublikowany przez Narodowy Stary Teatr im. Heleny Modrzejewskiej na 7 marca 2018
Widzom trudno bowiem przyjąć decyzję o podwyżce przede wszystkim dlatego, że negatywnie oceniają "dobre zmiany" artystyczne na narodowej scenie. "Poziom w dół, cena w górę" – skonstatował jeden z widzów pod fejsbukowym zaproszeniem Teatru Starego do kupowania nowych, droższych biletów na kwiecień. "Rentowność przedstawień przy wieloosobowym składzie jest niska, co przekłada się na finanse teatru" – tak podwyżkę uzasadniono w wyjaśnieniu przesłanym krakowskiej "Gazecie Wyborczej", która napisała o "drastycznych" podwyżkach wprowadzonych po "spektakularnych klapach", do jakich doszło za sprawą nowego dyrektora. Jednak z punktu widzenia widza w stolicy - maksymalne ceny w Krakowie są wciąż o wiele niższe od maksymalnych cen w Warszawie. I zazwyczaj podobnie wypada porównanie z teatrami w innych miastach.

Poszukać i zapolować
Wracając do Warszawy – warto przejrzeć repertuary wszystkich kilkudziesięciu teatrów w Warszawie i na pewno uda się znaleźć coś ciekawego i niewiele droższego niż bilet do kina. Rzadziej będzie to komedia, choć też nie zawsze – w Teatrze Dramatycznym na Scenie na Woli bilet normalny na słynnego "Exterminatora" (tak, tak - pierwsza była sztuka, później film "Gotowi na wszystko. Exterminator") kosztuje od 40 do 60 zł. A przecież na komedii teatr się nie kończy. We wspomnianym Teatrze Ateneum doskonały "Trans-Atlantyk" można zobaczyć, płacąc od 50 do 80 zł.

Witold Gombrowicz TRANS-ATLANTYK adaptacja i reżyseria – Artur Tyszkiewicz scenografia – Justyna Elminowska muzyka i...

Opublikowany przez Teatr Ateneum na 18 lutego 2018
W Teatrze Powszechnym niemal wszystkie bilety są w cenie 60 zł normalny, 40 zł ulgowy – a w repertuarze choćby głośna "Klątwa" lub mocne "Mefisto" czy "Sprawiedliwość".

Dziś nawet w TR Warszawa żaden spektakl nie jest aż tak drogi jak rekordowy "Krum". Bilety w tym teatrze najwyżej kosztują równo 100 zł (np. na bardzo popularne "Między nami dobrze jest"). Ale są też i tańsze – 90 zł za "Uroczystość" lub 70 zł (a ulgowy 30 zł) za "Fantazję" z udziałem m.in. Adama Woronowicza i Agaty Buzek. Są też w repertuarze TR Warszawa spektakle iście misyjne za cenę zupełnie symboliczną (30 zł normalny, 20 zł ulgowy) za "Obcy w domu: Juden (R)aus Arras".
WNIOSKI

FAłSZ

Wiele osób jest przekonanych, że w Warszawie nie sposób kupić biletu do teatru po cenie niższej niż 100 zł, ale to nieprawda. Ceny zaczynają się od 20 zł, czyli w wielu przypadkach są niższe niż ceny biletów do kina. Owszem, są spektakle w cenach wysokich, ale zazwyczaj dotyczy to lekkich, najpopularniejszych komedii. Ale na nich teatr się przecież nie kończy! Warto śledzić repertuary, warto "zapolować" na bilet odpowiednio wcześniej.
Zapowiedzi trudatów
Trudaty, nad którymi teraz pracujemy

Mówią, że to bat na piratów drogowych. Czy nowe policyjne laserowe mierniki prędkości naprawdę są niezawodne?

Trudat - twardo


Masz pomysł na temat Trudata?

Zgłoś pomysł
Trwa ładowanie komentarzy...