Czeskie "blachy" są bardziej opłacalne? Zalewa nas fala ekskluzywnych aut zza południowej granicy

Takie widoki to już dzień powszedni na ulicach dużych miast w Polsce.
Takie widoki to już dzień powszedni na ulicach dużych miast w Polsce. Zrzut ekranu z Instagram.pl / carspottedwarsaw
Przechodząc ulicami największych miast w Polsce coraz częściej widzi się samochody z czeskimi rejestracjami. I nie są to zwykłe "kaszlaki". To bardzo często ekskluzywne samochody z wysokiej półki cenowej. Ostatnio dużo mówi się o przenoszeniu wszystkiego do Czech: od swojego biznesu po leczenie. Czy ma to związek także z samochodami?

Ulice to jedno, równie często widać to na profilach polskich car spotterów. Niedawno trafiłem na zdjęcie Mercedesa klasy S w najmocniejszej wersji właśnie z rejestracją z Czech. Zacząłem grzebać dalej i okazało się, że podobnych przykładów jest naprawdę dużo.

Zacząłem zastanawiać się, czy czeskie rejestracje na ekskluzywnych samochodach mają coś wspólnego z tym, że ostatnio coraz częściej Polacy przenoszą do Czech nie tylko swoje biznesy, ale i sprawy zdrowotne.
Teza
A Ty jak myślisz?
czy
W naTemat pisaliśmy o tym, że otwieranie działalności gospodarczej u naszego południowego sąsiada ma sporo plusów. Powstały nawet specjalne biura podatkowe, które zajmują się obsługą "napływowych" biznesmenów z Polski. Jest też coraz więcej osób prywatnych, które ogłaszają się, że pomogą i zarejestrują działalność Polaka w Czechach.

Obecność tylu czeskich tablic nie jest równoznaczne z tym, że nagle zaczęło odwiedzać nas tak wielu turystów z tego kraju. W końcu oni nie za bardzo nas nawet lubią. To po prostu wypadkowa emigracji podatkowej.

– Dzieje się tak z dwóch względów – mówi naTemat Andrzej Sadowski, ekonomista z Centrum Adama Smitha. – Po pierwsze: Polska jako jedyny kraj stosuje akcyzę od samochodów powyżej określonej pojemności silnika (2000 cm sześciennych), co sprawia, że nawet samochody średniej jakości są u naszych sąsiadów zauważalnie tańsze, nie mówiąc już o wersjach droższych, gdzie mamy oszczędności rzędu kilkudziesięciu tysięcy złotych. To jest tyle, ile wynosi roczna premia w rządzie – dodaje nasz rozmówca.
Czy rzeczywiście tak jest? Łatwo to porównać chociażby na przykładzie Mercedesa najwyższej klasy. Wybieramy limuzynę – Mercedesa S 350d z silnikiem o pojemności 2925 cm sześciennych. W Czechach kosztuje on cennikowo 2 367 970 koron, czyli w przeliczeniu, zgodnie z aktualnym kursem NBP, 394 503,80 zł. W Polsce ten sam model kosztuje 412 000 zł. Co daje łatwy rachunek, że kupując taki model w Czechach, zapłacimy o 17 496,2 zł mniej.
– Człowiek zauważa przy okazji [kupowania samochodu z Czech – red.], że posiadanie i funkcjonowanie w firmie w Czechach jest równie korzystne i okazuje się, że stabilność przepisów u naszych sąsiadów jest na akceptowalnym poziomie. To nie jest już tylko kwestia wysokości płaconego podatku, tylko tego, że przepisy nie zmieniają się z dnia na dzień, wedle życzenia rządzących. Pokazuje to chociażby niedawna sytuacja z programistami, których kody przestały być ostatnio uznawane jako oryginalne dzieła, chronione prawem autorskim – stwierdza Andrzej Sadowski.


Nasz rozmówca zwraca uwagę jeszcze na to, że przenoszenie firm nie jest nowym trendem i nie pojawił się on po ostatniej zmianie ekipy rządzącej.

– To było wcześniej, tylko, że teraz upowszechnił się na to "know-how". Kiedyś był on rzeczywiście kosztowny i nieliczni specjalizowali się w transferach firm. Teraz już to upowszechniło się i przede wszystkim jest tańsze. Dlatego też widać w Polsce coraz więcej rejestracji czeskich – podkreśla Sadowski.

Wszystko to prawda, tyle że robienie interesów nad Wełtawą to nie zawsze droga usłana różami. Sprawdzał to InnPoland.

– Zdecydowanym minusem dla niektórych przedsiębiorców mogą być składki ubezpieczenia uzależnione od dochodu – podkreśla Jakub Piotr Sowiński, jeden z właścicieli firmy Prospectum, która zajmuje się wspieraniem polskich biznesmenów, chcących założyć firmę w Czechach. – Dla najlepiej zarabiających sama składka emerytalna może wynieść ponad 5 tysięcy złotych – dodaje.

Nie każdą więc firmę po prostu warto przenosić do naszych południowych sąsiadów: tam, gdzie przedsiębiorca osiąga wysoki „czysty” dochód i gdzie konieczne są nakłady na poziomie przekraczającym 60 proc. przychodów – tam właśnie zaczynają się przysłowiowe schody.

Dzieje się tak dlatego, że składka dla czeskiego odpowiednika Zakładu Ubezpieczeń Społecznych to 14 proc. z zysku – stąd wspomniana wyżej kwota 5 tys. złotych. Dość wspomnieć, że jeszcze kilka lat temu stawki ubezpieczenia emerytalnego mogły dobijać nawet 6 tysięcy złotych. Eksperci wskazują, że to może być przypadek choćby sklepów internetowych, gdzie marża jest niska.

Dodatkowo, żeby skorzystać z niższego opodatkowania nie wystarczy tylko przenieść tam firmy, bo fiskus może zażądać od nas zwrotu niezapłaconego podatku wraz z odsetkami. Trzeba otworzyć filię swojej firmy w Czechach i stamtąd prowadzić sprzedaż lub świadczyć swoje usługi. Tam też musi spotykać się ze swoimi kontrahentami. Bo jeżeli wraca się do domu na weekendy, święta etc., pozostaje w dalszym ciągu rezydentem w Polsce, chyba że faktycznie prowadzi działalność w Czechach i firma nie jest tam tylko zarejestrowana.

W takiej sytuacji, w rozumieniu międzynarodowego prawa podatkowego, za granicą powstaje zakład tej osoby. Zyski w zakresie w jakim mogą zostać przypisane do tego zakładu, powinny zostać wtedy opodatkowane za granicą.
Andrzej Sadowski
ekonomista z Centrum Adama Smitha

Z tego co mi mówiono, przez poziom kosztów związanych z dochodzeniem należności z mandatów, nie wysyła się wezwań do ich uregulowania obywatelom z innych krajów.

WNIOSKI

PRAWDA

W Czechach nie ma akcyzy, przez co samochody są tańsze. Biznesmeni, którzy przenoszą biznes do Czech, kupują tam samochody. W Czechach są stabilniejsze przepisy prawne i niższe podatki, co wzmaga rozwój całego procesu. Ponadto przenoszący tam działalność, chcąc skorzystać z niższego podatku, muszą faktycznie prowadzić tam działalność, stąd też może wzmagać się potrzeba zakupu samochodu po południowej stronie granicy.
Znajdź nas na Znajdź nas na instagramie
Trwa ładowanie komentarzy...
[b]Zapytali Szczerskiego, dlaczego Duda stał. [/b] "Zdjęcie miało pokazywać dynamikę"

Zapytali Szczerskiego, dlaczego Duda stał. "Zdjęcie miało pokazywać dynamikę"

Roman GiertychRoman Giertych

Oj, ciężko doradzić coś dobrego. Oj, ciężko. Ale trudno coś wymyślimy. A gdyby tak powiedzieć, że z Trumpem bawiliście się, kto pierwszy podpisze? Pan mu powiedział, że jest Pan mistrzem szybkiego podpisu, a on nie chciał dać wiary.