Loty Beaty Szydło. Czy wolno korzystać premierowi w charakterze prywatnym z wojskowego samolotu?

Według najnowszych informacji Beata Szydło odbyła 77 lotów samolotem wojskowym CASĄ. Już roku temu pisano o tym, że miały one charakter prywatny.
Według najnowszych informacji Beata Szydło odbyła 77 lotów samolotem wojskowym CASĄ. Już roku temu pisano o tym, że miały one charakter prywatny. Fot. Jakub Porzycki / Agencja Gazeta
Nie ma właściwie tygodnia bez sensacyjnej informacji na temat wydatków "dobrej zmiany". Tym razem kolejną petardę odpalił poseł Nowoczesnej Krzysztof Truskolaski, przekazując na Twitterze odpowiedź Ministerstwa Obrony Narodowej, z której wynika, że była premier Beata Szydło miała podróżować wojskowym samolotem CASĄ aż 77 razy. Szybko powróciły doniesienia mediów sprzed roku, iż te podróże miały charakter "powietrznej taksówki". Pytanie nasuwa się jedno: czy premier mogła faktycznie wracać takim samolotem do domu?

Teza
Według obowiązującej procedury HEAD urzędujący premier ma prawo korzystać z samolotów wojskowych. Jednak latanie w celach prywatnych, o czym pisała już rok temu "Rzeczpospolita" w związku z licznymi podróżami ówczesnej premier Beaty Szydło, jest niedozwolone.
A Ty jak myślisz?
czy
Jeżeli weźmiemy pod uwagę informacje podane przez ówczesnego ministra obrony narodowej Bogdana Klicha z 2010 roku, to godzina lotu CASĄ kosztuje 5,7 tys. złotych. Do tego trzeba doliczyć komisyjny lot maszyny i jej zamiennika, a więc koszt należy pomnożyć razy trzy w jedną stronę. W przypadku lotów w dwie strony, średni koszt wykorzystania maszyny wynosi aż 34 tys. złotych. Pomnożenie tej sumy przez 77 daje niesamowitą kwotę 2 mln 618 tys. złotych. Aż trudno uwierzyć, że tyle kosztowały podatników wszystkie loty Beaty Szydło z czasów, gdy była premierem.
Nie jest to zresztą pierwszy raz, gdy temat lotów CASĄ byłej premier powraca w mediach. Na początku 2017 roku "Rzeczpospolita" pisała o finansowaniu przez Ministerstwo Obrony Narodowej przelotów Beaty Szydło do domu. Dziennik pisał, że chwilę przed wypadkiem kolumny Biura Ochrony Rządu w Przecieszynie 10 lutego ubiegłego roku, premier przyleciała na lotnisko w Krakowie-Balicach samolotem CASA. Warto zaznaczyć, że główna siedziba samolotów CASA znajduje się właśnie w Balicach. Takich podróży do domu miało być jednak więcej. Według byłego szefa MON Tomasza Siemoniaka z Platformy Obywatelskiej ok. 50 do tamtego czasu.

Szydło potwierdziła później na konferencji prasowej, że powyższa sytuacja faktycznie miała miejsce. Jednocześnie powiedziała, że zgodnie z instrukcją HEAD ma prawo do przelotów samolotami CASA. – Ja bardzo chętnie podróżowałabym normalnie środkami lokomocji publicznej, wsiadając do pociągu, przemieszczając się własnym samochodem, ale nie mogę tego robić dlatego, że jestem osobą chronioną – wyjaśniła.

Procedury jasno określają charakter przelotu
To, że Beata Szydło ma prawo do latania samolotami wojskowymi, jest niezaprzeczalnym faktem. Mówi o tym instrukcja HEAD przyjęta w 2013 roku (w 2018 media pisały o nowej instrukcji, lecz póki co nieznany jest jej status): "Status HEAD nadawany jest lotom wykonywanym w ramach misji oficjalnych, na statkach powietrznych, na pokładzie których znajdują się: 1) Prezydent Rzeczypospolitej Polskiej; 2) Marszałek Sejmu Rzeczypospolitej Polskiej; 3) Marszałek Senatu Rzeczypospolitej Polskiej; 4) Prezes Rady Ministrów; 5) osoby zgłaszane drogą dyplomatyczną do urzędu obsługującego ministra właściwego do spraw zagranicznych, będące odpowiednikami osób, o których mowa w pkt 1–4, z państw obcych" – możemy przeczytać. Najbardziej istotnym stwierdzeniem jest tutaj charakter takich lotów - ma być służbowy.


– Teoretycznie dysponować samolotem VIP mogą cztery osoby w państwie: premier, prezydent, marszałek Sejmu i marszałek Senatu. Wiadomo, że ministrowie też nim latają, ale o zgodę dla nich musi wystąpić któraś ze wspomnianych czterech osób – potwierdził w rozmowie z naTemat mrj Michał Fiszer, specjalista do spraw terroryzmu w Collegium Civitas. Na pytanie czy Beata Szydło może użyć wojskowego samolotu do celów prywatnych Fiszer stanowczo zaprzeczył. – Nikomu nie przysługują takie przywileje. Tylko i wyłącznie mogła korzystać z wojskowego samolotu w celach służbowych – oznajmił Fiszer.

– Lot wojskowym samolotem w ramach powrotu do domu jest naruszeniem procedur. Kilka samolotów CASA jest wytypowanych do lotów HEAD, ale w związku z wykonywaniem zadań służbowych, a nie jako taksówka podniebna dla polityka – powiedział rok temu zapytany oto samo przez "Rzeczpospolitą" Tomasz Siemoniak.
Co ciekawe, premier, prezydent i marszałkowie Sejmu i Senatu mają do swojej dyspozycji LOT-owskie embraery, śmigłowce oraz limuzyny Służby Ochrony Państwa, ale CASA nie widnieje w wykazie środków transportu powietrznego dla najważniejszych osób w państwie. Są to samoloty, które służą wojsku do szkoleń, transportu broni i żołnierzy. Za jego użytkowanie płaci armia.

Bogdan Klich podkreślił natomiast, że aby polecieć CASĄ, premier musi mieć zgodę Inspektoratu Sił Powietrznych Dowództwa Generalnego Sił Zbrojnych. Krzysztof Truskolaski w rozmowie z polsatnews.pl zapowiedział złożenie kolejnej interpelacji. Poseł Nowoczesnej chce wiedzieć, dokąd szefowa rządu latała wojskową CASĄ. Jeżeli uzyska odpowiedź, to wówczas wyjaśni się charakter wszystkich podróży Beaty Szydło.
WNIOSKI

PRAWDA

Choć premier jest jedną z czterech osób, które mogą korzystać z wojskowych samolotów, to lot tego typu maszyną według instrukcji HEAD musi odbywać się w celach służbowych. Inne użycie jest naruszeniem obowiązujących procedur, co potwierdzają także m.in. mjr Michał Fiszer oraz były szef MON Tomasz Siemoniak.
Znajdź nas na Znajdź nas na instagramie
Zapowiedzi trudatów
Trudaty, nad którymi teraz pracujemy

Czy po ścieżkach rowerowych można jeździć na rolkach? Sprawdzamy, kto ma rację

Trudat - lekko


Masz pomysł na temat Trudata?

Zgłoś pomysł
Trwa ładowanie komentarzy...
[b]Zapytali Szczerskiego, dlaczego Duda stał. [/b] "Zdjęcie miało pokazywać dynamikę"

Zapytali Szczerskiego, dlaczego Duda stał. "Zdjęcie miało pokazywać dynamikę"

Roman GiertychRoman Giertych

Oj, ciężko doradzić coś dobrego. Oj, ciężko. Ale trudno coś wymyślimy. A gdyby tak powiedzieć, że z Trumpem bawiliście się, kto pierwszy podpisze? Pan mu powiedział, że jest Pan mistrzem szybkiego podpisu, a on nie chciał dać wiary.