Ziobro skarży traktat UE i mówi: "bo Niemcy też...". Pokazujemy, dlaczego nie ma racji

Zbigniew Ziobro powołuje się na fragment orzeczenia niemieckiego TK, które w całości... przeczy jego tezom.
Zbigniew Ziobro powołuje się na fragment orzeczenia niemieckiego TK, które w całości... przeczy jego tezom. Fot. Jakub Porzycki/Agencja Gazeta
Przepisy prawa europejskiego i ich zgodność z polską konstytucją to czarna magia dla przeciętnego Kowalskiego. I to skrzętnie wykorzystuje minister Zbigniew Ziobro. Jak rasowy polityk sypie z rękawa artykułami zagranicznych sądów, bo wie, że nikt tego nie sprawdzi. Otóż myli się.

– Jeśli niemiecki Trybunał Konstytucyjny w 2009 roku wypowiadał się na ten temat, czyli na temat kompetencji państwa niemieckiego w zakresie organizacji i funkcjonowania ustroju sądów niemieckich, to nie widzę powodu, żebyśmy mieli kompleksy i nie mieli zadać podobnego pytania polskiemu Trybunałowi Konstytucyjnemu – stwierdził na jednej z konferencji Zbigniew Ziobro.

Minister sprawiedliwości wspomniał o tym, ponieważ wystosował do polskiego TK zapytanie o weryfikację pod kątem stwierdzenia niezgodności z konstytucją artykułu 267 Traktatu o funkcjonowaniu Unii Europejskiej. Chodzi w nim o to, w dużym uproszczeniu, czy Unia może ingerować w sprawy dotyczące ustroju, kształtu i organizacji władzy sądowniczej w danym państwie członkowskiem. Tylko dlaczego akurat wybrał orzeczenie niemieckiego sądu?
TEZA:
Trybunał Konstytucyjny może sprawdzać zgodność przepisów unijnych z Konstytucją. I nie sam dobór orzeczenia niemieckiego Trybunału Konstytucyjnego, ale okrojona treść wyciągniętego z niego cytatu, jest tutaj najistotniejsza. Minister dokonał w tym przypadku politycznej manipulacji.
A Ty jak myślisz?
czy
Traktat o Unii Europejskiej gwarantuje, że nadrzędną wykładnią prawa w danym kraju jest jego dokument zasadniczy i nie ma co do tego wątpliwości. Jeśli dochodzi do nieścisłości na styku z prawem UE – sądy idą na kompromis, dostosowując się do prawa UE. I tak zresztą mówi orzeczenie polskiego TK z maja 2005 roku.

– Ten wyrok stanowił jednoznacznie, że jeśli zachodzi kolizja między prawem unijnym a polską konstytucją, ustawodawca w naszym kraju ma dwa wyjścia: albo dostosuje konstytucję do przepisów unijnych, albo wyjdzie z Unii. Trzeciego wyjścia nie ma – powiedział portalowi Onet.pl Jerzy Stępień, były I Prezes TK. I zawsze był kompromis.


Konflikt UE–PL
Teraz sytuacja jest zupełnie inna. W Polsce z powodu reformy sądownictwa przeprowadzonej przez PiS, została naruszona zasada niezawisłości sędziów, która to podlega przepisom prawa unijnego. To ona jest przedmiotem sporu na linii rząd polski – UE, a nie, jak wpierają politycy PiS, ingerencja Unii w sprawy wewnętrzne naszego państwa.
O ingerencji nie może być mowy i o tym mówi prawo. Widać to chociażby w cytowanym przez Ziobro orzeczeniu trybunału z Karlsruhe. W całym fragmencie, nie jego części, którą wybrał minister Ziobro. Pełen przekaz wcale nie potwierdza tez stawianych przez ministra, który twierdzi, że artykuł 267 jest niezgodny z konstytucją.

– W wyroku FTK czytamy, że "państwa członkowskie są zobowiązane (…) do zapewnienia skutecznej ochrony prawnej, której nie można naruszyć przepisami krajowymi" i to gwarantuje też art. 19 Traktatu o Unii – mówi w rozmowie z naTemat dr hab Aleksander Cieśliński z Katedry Prawa Międzynarodowego i Europejskiego Uniwersytetu Wrocławskiego.

– Dalej FTK stwierdza, że "pozostawia się państwu organizację systemu sądowego" – to prawda, ale taką samą kompetencję ma w wielu innych dziedzinach, np. przy poborze podatków. To, że państwo ma do czegoś zachowaną kompetencję, nie oznacza, że można przy jej wykonywaniu naruszać podstawowe unijne zasady, zwłaszcza, gdy funkcjonowanie stworzonego systemu wpływa na całą Unię, jak jest przy sądach – dodaje.

Jak wyjaśnia, niemieckiemu Trybunałowi chodziło o to, że prawo unijne nie może stworzyć wspólnych przepisów o tworzeniu np. sądów powszechnych. Ale przecież nie to jest problemem w Polsce, a więc zasłanianie się tym wyrokiem nie wspiera argumentacji ministra. Czyli państwo tworzy sobie ustrój sądowy taki, jaki chce. Problem pojawia się wtedy, gdy zagraża sędziowskiej niezawisłości.

Trzeba trzymać pewien poziom... niezawisłości
Wynika z tego, że reformując wymiar sprawiedliwości musimy respektować te podstawowe zasady i wartości, które przyjęliśmy dokonując akcesji w roku 2004 i ratyfikując Traktat Lizboński w roku 2009, który wyraźnie potwierdził konieczność zapewnienia skutecznej ochrony prawnej i szerzej poszanowania praworządności, tak jak wielu innych wartości przewidzianych w art. 2 Traktatu Unijnego w obecnej wersji.

Należy też przypomnieć, że zgodnie z art. 47 Karty Praw Podstawowych musimy zadbać o taki kształt wymiaru sprawiedliwości, w którym niezawisłość sędziowska jest niezagrożona i niepodważalna. Ziobro nie powinien natomiast sugerować, że nasza swoboda we wprowadzaniu reform jest całkowicie nieograniczona. W ten sposób bowiem można dowodzić, że w ramach tej swobody możemy sobie wprowadzić tortury w trakcie przesłuchań świadków w sądzie, bo przecież wymiar sprawiedliwości ma być "nietykalny" przez Unię.

– Należy uświadomić sobie, dlaczego niezbędne jest respektowanie owych standardów unijnych. Państwo może ustanawiać sobie system taki jaki chce, ale musi zachować niezawisłość sędziów z dwóch powodów. Po pierwsze, to zasady rynku wewnętrznego – nasi przedsiębiorcy, pracownicy czy inwestorzy mają otwarty dostęp do rynków innych państw członkowskich i na takiej samej zasadzie dotyczy to tych, którzy z Unii przybywają do nas pracować, prowadzić biznes czy po prostu się osiedlać – mówi Cieśliński.

Cały powyższy system oparty jest na założeniu, że w każdym kraju sądy działają według zbliżonych zasad. Jeżeli podmioty unijne nie miałyby takich gwarancji w Polsce, nigdy nie zostalibyśmy przyjęci do Unii, a ich podważenie obecnie może doprowadzić do wyłączania naszego kraju i jego obywateli z tych przywilejów. Już z tego powodu nie można odmawiać instytucjom unijnym kompetencji do żądania przestrzegania tego, bez czego cała konstrukcja uległaby destrukcji.

– Po drugie to tzw. przestrzeń sądowa, która obecnie jest zachwiana. Sądy innych krajów nie chcą wydawać swoich obywateli i wysyłają do polskich sądów zapytania o sprawiedliwy proces. Wyroki naszych sądów muszą być z automatu wykonywane w innych krajach, dlatego nasz system sądowniczy powinien odpowiadać tym samym standardom, dzięki temu funkcjonujemy we wspólnym systemie prawnym – wyjaśnia ekspert.

Wychodzi na to, że minister wyciągnął ten fragment orzeczenia FTK, ponieważ większość obywateli nie będzie wiedziała, w jakim kontekście ten organ je wydał.

Wyrok był w czerwcu, a podpis w październiku
W sieci pojawiły się też argumenty, że Polska nie może powoływać się na niemieckie orzeczenie, bo zostało one wydane w czerwcu 2009 roku, przed ratyfikacją Traktatu Lizbońskiego, a Polska ten dokument podpisała w październiku tego samego roku. Otóż może powoływać się i może badać zgodność z konstytucją, bo nikt TK tego nie zabroni. Ale orzeczenie, jakie wyda, nie może łamać prawa UE.
– Argumentacja, czy to było przed czy po ratyfikacji Traktatu Lizbońskiego nie ma znaczenia i oczywiście minister Ziobro może wziąć sobie każdy taki trop i się nim posłużyć. Nawet twierdzenie, że "skoro Niemcy badali zgodność przepisów UE, to Polska też może", również jest poprawne. Tylko że orzeczenie FTK było wydane w określonym kontekście. To znaczy oceny, czy Niemcy mogą ratyfikować Traktat Lizboński i o to chodzi – mówi dr hab Aleksander Cieśliński.

Jego zdaniem nawet gdy TK wyda orzeczenie o niezgodności z konstytucją artykułu 267, to sądy i tak będą mogły wysyłać zapytania do Trybunału Sprawiedliwości UE oraz działać według tego prawa.

A znane są przypadki, kiedy sądy krajowe zwracały się do TSUE właśnie dlatego, że w ramach prawa krajowego i określonego rozumienia konstytucji, które było na rękę akurat rządzącym, były pozbawione określonych kompetencji. Wtedy Trybunał w Luksemburgu zapalał niejako "zielone światło" i pozwalał sędziom na rozstrzygnięcia zgodne z podstawowymi zasadami unijnymi nawet wbrew brzmieniu przepisów krajowych.

– Ale próba podważenia skuteczności procedury pytań prejudycjalnych, do czego dąży minister sprawiedliwości, chcąc wyznaczać listę spraw, w których sędziom łaskawie pozwoli się je kierować, jest podważeniem fundamentów naszego członkostwa w Unii Europejskiej. Tym samym, o ile nie wszystkie zachowania obecnego rządu powinny być ze zbyt dużą łatwością kwalifikowane jako próba "Polexitu", to w tym przypadku należy bić na alarm – podsumowuje ekspert.
WNIOSKI

PRAWDA

Owszem, prawdą jest, że minister mógł wykorzystać orzeczenie niemieckiego Trybunały Konstytucyjnego. Ale to jak to zrobił budzi wiele zastrzeżeń. Z politycznym wyrachowaniem wyciął z niego to co popiera jego argumentację, a na resztę, która jej przeczy, spuścił zasłonę milczenia.
Znajdź nas na Znajdź nas na instagramie

Masz pomysł na temat Trudata?

Zgłoś pomysł
Trwa ładowanie komentarzy...