Biedroń mówi o renegocjacji konkordatu. Sprawdziliśmy, czy ma jakąkolwiek szansę w walce z Kościołem

Sztandarową obietnicą Roberta Biedronia jest renegocjacja treści konkordatu. Czy to w ogóle jest możliwe?
Sztandarową obietnicą Roberta Biedronia jest renegocjacja treści konkordatu. Czy to w ogóle jest możliwe? Fot. Marcin Stępień / Agencja Gazeta / Wojciech Olkuśnik / Agencja Gazeta
W ostatnim czasie dużo mówi się na temat związków Kościoła i państwa. Wielu Polakom nie podoba się, że duchowni nie płacą podatków tak jak inni obywatele oraz, że wpływają na decyzje polityków. Rozwiązaniem byłaby renegocjacja konkordatu, którą proponuje Robert Biedroń. Postanowiliśmy sprawdzić, czy jego najważniejszy postulat byłby możliwy chociażby w kwestii formalnej.


– Kościół katolicki w Polsce ma więcej ziemi niż ktokolwiek inny poza Skarbem Państwa. Nie ma więc powodu, by dawać księżom zasiłki lub zapomogi. Trzeba zlikwidować Fundusz Kościelny i opodatkować tacę. (...)Wycofamy lekcje religii ze szkół, a konkordat zostanie renegocjowany – mówił podczas konwencji założycielskiej partii Wiosna jej lider Robert Biedroń.

Czy można renegocjować konkordat?
A Ty jak myślisz?
czy
Były prezydent Słupska obiecał coś, o czym od dawna mówi się w kuluarach sejmowych, ale żaden z polityków dotąd tego nie zgłosił. Czy chodzi tu o niechęć do zrażenia do siebie zwolenników Kościoła, czy też renegocjacja konkordatu jest po prostu niemożliwa?Konkordat to umowa międzynarodowa, którą Polska podpisała z Watykanem w 1993 roku i ratyfikowała w 1998 roku. Ustanawia ona pozycję Kościoła w kraju, jego prawa i obowiązki. Nakreśla tez wyraźną granicę, która rozdziela obie sfery: świecką i religijną.


Dodatkowo niektóre z zapisów konkordatu zostały rozszerzone przez odpowiednie ustawy. I tak zapisane w konkordacie prawo do nauczania religii "udoskonalono" ustawą, która wprowadziła (przez pewien czas obowiązkową) religię do szkół.

Do usunięcia
To, że poparcie Kościoła jest ważne w polskiej polityce wiadomo nie od dziś. Stąd tematy z pogranicza, jak aborcja, opodatkowanie tacy czy likwidacja Funduszu Kościelnego są od wielu lat omijane szerokim łukiem przez parlamentarzystów niemal wszystkich partii. Ale jak się okazuje, można te sprawy rozwiązać renegocjując lub wypowiadając konkordat. Z punktu widzenia prawa jest to możliwe.


– Wypowiedzenie konkordatu jest jak najbardziej możliwe do zrobienia – mówił w rozmowie z naTemat dr hab Paweł Borecki z Wydziału Prawa i Administracji Uniwersytetu Warszawskiego.

– Żeby się tego podjąć, trzeba to solidnie uzasadnić merytorycznie, żeby nie narazić państwa na kompromitację na arenie międzynarodowej – wyjaśniał nasz rozmówca. Podkreślał, że argumentem mogłoby się stać naruszenie podstawowej zasady konkordatu, czyli nieingerowania władz kościelnych w sprawy państwa. – Bez problemu moglibyśmy znaleźć takie przykłady – stwierdzał prof. Borecki.


A mówił tak przed paru laty, do dziś takich przykładów mielibyśmy jeszcze więcej.

Wymagania
Nawet gdyby zapis dot. rozdziału Kościoła od państwa był przestrzegany przez polskich duchownych, to chociażby proponowane przez Biedronia opodatkowanie tacy wymaga także renegocjacji konkordatu. Do tego potrzeba głosów 2/3 posłów, którzy podjęliby decyzję o stworzeniu i zaakceptowaniu specjalnej ustawy. Następnie musiałby ją podpisać prezydent, a polski MSZ przekazać Stolicy Apostolskiej.

Po drodze mogłaby ona oczywiście zostać skierowana do Trybunału Konstytucyjnego, który obecnie kontrolowany jest przez PiS. Ponadto wymaga oczywiście zgody Watykanu – w końcu to ugoda między dwoma państwami.

W przypadku odmowy papieża można konkordat wypowiedzieć. To jednak mogłoby wywołać skandal na tle międzynarodowym. – Jednostronne zerwanie konkordatu byłoby czymś drastycznym i nie do pomyślenia – stwierdził na łamach "Gazety Prawnej" ks. prof. Góralski, jeden z negocjatorów konkordatu.

Taka sytuacja miała miejsce w 1945 roku, gdy podpisany w 1925 roku konkordat zerwały ówczesne komunistyczne władze PRL. Jak zaznaczają eksperci, jeśli miałoby dojść do jakichkolwiek zmian w konkordacie, to tylko na zasadzie obopólnej zgody. W końcu polityka to sztuka kompromisów. Zmiany?
To, czy pomysł Biedronia jest do zrealizowania, zależy od tego, jakie poparcie będzie miał po jesiennych wyborach. Żeby mu się to udało, musiałby co najmniej samodzielnie zdobyć 2/3 miejsc w Sejmie i mieć przychylność prezydenta: czy to ze swojej partii czy z innej. Każde odstępstwo od tego rezultatu będzie oddalało Wiosnę od realizacji tego postulatu. Szanse na taki wynik w dzisiejszej rzeczywistości są co najmniej... na wyrost, żeby nie powiedzieć dosadniej: niemożliwe.

Posłom tej partii łatwiej będzie zmienić coś wprowadzając zmiany w polskiej legislacji. Wystarczy zmienić ustawy pomocnicze do konkordatu, jak wspomniana ustawa o edukacji, która wprowadza religię do szkół czy zlikwidować tzw. kompromis aborcyjny. Opodatkowanie tacy będzie wymagało od Biedronia większej gimnastyki i znacznie wyższego, niż obecne 14 proc. poparcia.
WNIOSKI

PRAWDA

Tak, formalnie konkordat można zmienić i przepisy prawa to przewidują. Jednak szanse, że uda zrobić się to Robertowi Biedroniowi są nikłe. Musiałby zdobyć gigantyczne poparcie, a następnie dogadać się z Watykanem. Znacznie bardziej realne są zmiany w ustawach pomocniczych.